Wnioski

Zdarza się, że ludzie, którzy chcą mieć dzieci, nie mogą zajść w ciążę. Współczesna medycyna może im wtedy pomóc. Istnieją różne sposoby, które nazywa się technologiami wspomaganej reprodukcji, i o których w pewnym uproszczeniu można mówić „in vitro”. Dzięki nim pary, które mają trudności z zajściem w ciążę, mogą mieć dzieci. In vitro jest więc metodą leczenia choroby, którą nazywamy niepłodnością. Metoda ta polega, najogólniej, na tym, że zapłodnienie – połączenie komórki i jajowej i plemnika – nie dokonuje się w organizmie kobiety, tylko na zewnątrz, a w tym procesie pomagają przedstawiciele medycyny: lekarze i embriolodzy

O in vitro w Polsce mówi się często: jako o cudownej technologii pomagającej ludziom realizować ich marzenia, czasem jednak także jako o czymś niebezpiecznym, bo nie do końca „naturalnym”. Mówią o in vitro politycy, księża, lekarze, dorośli ludzie. Nie mówią jednak prawie wcale dzieci i osoby, które przyszły na świat właśnie dzięki tej technologii. Nikt nie zapytał ich, co one o tym wszystkim myślą. „O nas się mówi, ale z nami się nie rozmawia” – powiedział jeden z naszych rozmówców. My postanowiłyśmy to zrobić. Ten krótki tekst jest o tym, czego dowiedziałyśmy się od dzieci, z którymi rozmawiałyśmy.

Byłyśmy ciekawe, jak to jest być dzieckiem urodzonym dzięki in vitro. Co dzieci, które przyszły na świat dzięki in vitro, myślą o historii swojej rodziny? Czy to, że ich rodzice skorzystali z metody in vitro, ma dla nich znaczenie? Czy interesują się tym, co na temat in vitro myślą inni ludzie?

Naszym zdaniem, podobnie jak zdaniem większości osób żyjących w Polsce, to dobrze, że istnieje in vitro i że ludzie mogą korzystać z tego typu metod leczenia. Rodzice, z którymi rozmawiałyśmy, a którzy skorzystali z pomocy medycyny, cieszą się, że mają zdrowe, fajne dzieci. Niektórzy mówią o nich nawet, że są bardziej kochane, bo wyczekane (leczenie niepłodności czasem trwa wiele lat). Są jednak ludzie, którzy uważają, że jest inaczej: że te metody są niewłaściwe, a nawet, że dzieci, które przychodzą dzięki nim na świat, są jakieś inne. Rzeczy, które mówią, często są nie tylko niezgodne z prawdą, ale też krzywdzące i obraźliwe. I chociaż są dosyć osamotnieni w swoich opiniach (a badania naukowe jasno pokazują, że dzieci urodzone dzięki in vitro w niczym nie różnią się od reszty dzieci), potrafią mówić głośno, występują w telewizji, udzielają wywiadów w gazetach i udaje im się sprawić, że prawie każdy usłyszy, co mają do powiedzenia.

A co mają do powiedzenia dzieci? Tego chciałyśmy dowiedzieć się my, antropolożki. Antropologia kulturowa jest dziedziną nauki, w ramach której naukowcy i naukowczynie próbują zrozumieć i opisać świat innych ludzi. Bo chociaż wszyscy żyjemy w jednym świecie, to jednak każdy z nas doświadcza go trochę inaczej, coś innego jest dla niego ważne, może zupełnie inaczej myśleć i czuć. Żeby to zrozumieć, antropologowie i antropolożki prowadzą badania naukowe. Być może słowo „badanie” kojarzy ci się z lekarzem albo wyobrażasz sobie teraz laboratorium, białe fartuchy i probówki, jednak w antropologii badanie oznacza po prostu rozmowę i przyglądanie się temu, jak ludzie żyją (taką rozmowę nazywamy „wywiadem”, a przyglądanie się „obserwacją uczestniczącą”).

Dzieci, z którymi rozmawiałyśmy, w ramach projektu badawczego o in vitro, musiały wiedzieć, że przyszły na świat dzięki tej metodzie. Nie jest to wcale taka oczywista rzecz, bo czasami rodzice nie mówią o tym swoim dzieciom. Dzieje się tak z różnych powodów. Mogą uważać, że to nie ma znaczenia i nie warto o tym mówić. Czasami czekają na „właściwy moment”, żeby o tym powiedzieć. Niektórzy zupełnie nie wiedzą, jak się do tego zabrać. A są też tacy, którzy uważają, że dzieci należy chronić, właśnie dlatego, że o dzieciach urodzonych dzięki in vitro mówi się tyle nieprawdziwych i niesprawiedliwych rzeczy. Udało nam się jednak dotrzeć do ponad 30 dzieci, które urodziły się dzięki in vitro, wiedziały o tym, i chciały z nami porozmawiać. Część z osób, z którymi rozmawiałyśmy, jest już dorosła, bo przyszła na świat dzięki in vitro nawet ponad trzydzieści lat temu.

Niektóre młodsze dzieci miały własne, ciekawe wyobrażenia na temat in vitro: kojarzyły je bardziej z miejscem, takim jak szpital i laboratorium. Ktoś inny nie mógł sobie wyobrazić, jak to jest, że wyciąga się komórkę jajową z mamy. Jedno z dzieci myślało, że wszystkie dzieci przyszły na świat „in vitro”.

Dzieci wiedzę na temat in vitro mają przede wszystkim od rodziców. Wiele z nich mówiło, że wiedziało o tym, że przyszły na świat dzięki in vitro, od kiedy pamiętają. Czteranstoletni Olek powiedział: „Nie jest to temat, który omawiamy tam bardzo często, ale jak byłem młodszy, to rodzice mi to od dziecka tłumaczyli, tak że nie poruszamy tego tematu przez to, że rozumiem już”.

Wiele dzieci wiedziało, że ich przyjście na świat wiązało się z długim oczekiwaniem: „całkiem długo się starali o mnie” – powiedział nam jedenastoletni chłopiec. Nie było to łatwe, więc, jak to ujął jeden z uczestników naszych badań, „to był duży sukces, zarówno dla rodziców, jak i – myślę – dla doktora”.

Dla większości naszych rozmówców in vitro jest tematem neutralnym albo powodem do dumy: „gdyby zdarzyła się taka sytuacja [nieprzyjemnych komentarzy], to wtedy rzeczywiście warto by było rozmawiać po prostu i wytłumaczyć, jaka była ta jedna z tych metod, żeby opowiedzieć jaka jest sytuacja, nawet może z tą wdzięcznością, że jestem dumny, że jestem z in vitro i że to jest coś zupełnie normalnego. No i o co ci chodzi, gościu?” – jak mówi 14-letni Franek. Olek mówi, że nie przeszkadza mu, kiedy ktoś mówi, że on jest z in vitro, w końcu jest to zwykły fakt z jego życia : „ja twierdzę, że jak ktoś sobie tak postrzega, to jakby mnie to nie rusza. Chodzi o to, że byle kto… jakby to nie jest dla mnie żadna obraza, więc nie ma od czego tutaj uciekać”.

Dzieci, z którymi rozmawiałyśmy, podobnie jak my, jak ich rodzice, dziadkowie, rodzeństwo, i jak większość ludzi na świecie, uważały, że nie różnią się niczym od innych dzieci, jednocześnie jednak większość z nich (z wyjątkiem tych najmłodszych) słyszała już gdzieś jakieś nieprawdziwe, czasem obraźliwe i głupie, komentarze na temat dzieci urodzonych dzięki in vitro. Było to dla nich oczywiście bardzo nieprzyjemne, bo przecież nikt nie lubi być obrażany. Czasami nieprzyjemne sytuacje spotykały je też w szkole, kiedy na przykład podczas lekcji religii pani katechetka mówiła o tym, że in vitro jest złe, a urodzone dzięki niemu dzieci są inne. To naprawdę trudne, spotykać się z niechęcią z powodu czegoś, na co nie ma się żadnego wpływu (bo przecież nikt z nas nie decydował o tym, czy urodził się dzięki in vitro, czy nie) i musieć słuchać różnych zmyślonych, nieprzychylnych rzeczy na swój temat. Być może wiele z tych osób, które te rzeczy mówią, nie chce zranić żadnego dziecka, tylko po prostu nie myślą, jak czują się dzieci, które to słyszą. Często też po prostu nie wiedzą, czym naprawdę jest in vitro. Jeden z nastolatków powiedział nam: „No ja myślę, że to po prostu są wymysły jakieś nie do końca wyedukowanych w tym temacie ludzi, którzy uważają nas za jakichś zupełnie innych”.

Dzieci biorące udział w naszych badaniach często śmiały się z rzeczy, które słyszały na swój temat. Niektóre już dorosłe osoby stały się bardzo aktywne w walce o to, żeby o nich i samej metodzie in vitro nie mówiono źle. Czasami zabierały głos w szkole, albo podczas wykładu, czasami pisały listy do gazet, albo udzielały wywiadów w telewizji i radiu. Robią to, ponieważ wiedzą, że niczym nie różnią się od innych dzieci i nie chcą, żeby można było bezkarnie mówić na ich temat rzeczy, które są niezgodne z prawdą i krzywdzące.

W życiu wielu osób, z którymi rozmawiałyśmy, był taki moment, kiedy było im trudno i ciężko, kiedy czuły się zranione tym, co inni mówią na ich temat, albo obawiały się tego, co ktoś może o nich pomyśleć, czy powiedzieć. I chociaż wszystkie dobrze sobie z tym poradziły, częściowo dzięki wsparciu swoich rodziców, którzy nie obawiali się na temat in vitro rozmawiać, uważamy, że dorośli powinni zadbać o to, żeby świat był bezpieczny i przyjazny dla wszystkich, niezależnie od tego, jak ktoś przyszedł na świat, jaki ma kolor skóry, czy wierzy w Boga czy nie, czy jest zdrowy, czy chory.

Rodziny, które powstały dzięki in vitro, są różne – ta jak różne są rodziny w ogóle. Mogą składać się z mamy, taty i kilkorga dzieci. Mogą składać się z jednego rodzica i jednego dziecka lub dwojga rodziców tej samej płci i ich dzieci. Najważniejsze, że in vitro jest taką metodą, która pomaga tworzyć kochające się rodziny!

PS. Na obrazku 4,5-letnia Lena przedstawiła swoją rodzinę, która składa się z Leny, jej mamy, małego braciszka i kota.